Ruszamy...



Tym razem wstrzymałem się z ocenami sezonu. Ocena na gorąco nie musi być obiektywna.
Na początku myślałem, że zakończony sezon był słaby, jednak jak wchodząc w sezon wiedziałem, że nie mogę wiele zrobić, szarpane przygotowania w zimie odbiją się w sezonie. Wtedy przecież założeniem było ukończenie wszystkich zawodów i nie dać się objechać zbyt wielu. Okazało się, że moja forma w sezonie odwzorowała stan faktyczny w wynikach.

Sezon rozpoczynałem dopiero w Murowanej Goślinie gdzie byłem mocno rozczarowany wynikiem, ale w przygotowaniach nie skupiałem się na szybkości, z resztą nigdy tego nie robię, nie jest to cecha którą czuję że umiem i powinienem rozwijać. Oczywiście wynik trochę popsuty przez okoliczną konkurencję, która nie będzie startować w górach, ale niesmak zostaje :)
Z natury jestem optymistą (chyba), więc do kolejnego startu podchodziłem z zapałem, w końcu pierwszy ścig w górach. Złoty Stok to okolica obfitująca w przyjazną okolice do rowerowania, więc zrobiliśmy mini-zgrupowanie (dłuższy weekend, w tym roku też organizujemy, więc zapraszamy chętnych). Tu pomimo kłopotów ze sprzętem jechało mi się naprawdę świetnie, wynik to raczej niesprawny sprzęt, niż słabsza forma, tak to sobie tłumaczę :)
W Wałbrzychu nie jechało mi się zbyt dobrze, brakowało lekkości, nadal nie wiem dlaczego, może jeden dzień wyścigowy się zdarzyć gorszy od innych, choć miałem wtedy chwile słabości i nie wiedziałem czy MTB Trophy to był dobry wybór.
Na Trophy "Jechać swoje", pierwszy dzień pojechać na rozpoznanie i okazało się, że jechałem za słabo i kolejne dni to odrabianie. Z każdym dniem byłoby lepiej, ale trzeciego dnia poważny defekt (brak amortyzacji) wypaczył wynik. Pomimo tego udało się utrzymać na przyzwoitym miejscu, choć nie tak wysokim jak by się chciało, bo nie utrzymałem sektora.
Karpacz to klasyka klasyków i oczywista oczywistość, miało być bardzo trudno i było, ale może aż tak bardzo to nie, wynik wypaczony kapciem i brakiem oznakowania trasy w jednym miejscu, bo jechało mi się bardzo dobrze.
Stronie Śląskie, lubię to!, okolicę jednak bardziej wycieczkowo niż ścigancko. Prawda taka, że w cieniu Śnieżnika zawsze mi się dobrze jeździ, może tam jest jakiś mikro klimat gdzie mój silnik wkręca się na wyższe obroty, a może Trophy tak mnie rozbudziło.
Pierwsze spotkanie z Beskidami już było, teraz czas na jednodniowy pokaz :) Ustroń, zwykle jest tu ostro w górę i w dół. Znowu jechało się bardzo dobrze, na tyle, że musiałem zostać spowolniony dwiema dętkami, pomimo tego wynik na zadowalającym poziomie :)
Korbielów czyli perełka Beskidów, to tu miało być ostro, na sam początek już mocny akcent w postaci Uphillu na Halę Mizową, pomimo jakiegoś chorubska pojechałem na zadowalającym poziomie.
Natomiast w Zawoi nadszedł armagedon, w końcu pogoda nie dopisała, pomimo krótkiej trasy, czasy były znacznie dłuższe. Sporo chodzenia i wywrotek, tak to jest w Beskidach w niepogodę, ale i wynik dobry bo konkurencja odpadła :)

Końcówka sezonu to malownicza Piwniczna, świetna trasa, taki wzorcowy maraton MTB, a i wynik dobry. Następnie finałowa impreza. Istebna, do której nie mam szczęścia, zawsze defekty mnie eliminują z zakończenia imprezy, tym razem się nie dałem i pojechałem dość dobrze, na stosunkowo łatwej trasie.

Wychodzi na to, że sezon jednak był udany, ukończyłem wszystko to co chciałem, klasyfikacja pełna. Brakowało trochę szczęścia do tej nie najwyższej formy, w kolejnym sezonie się poprawię. Mam nadzieję, że uda się wystartować w takiej ilości imprez, żeby zaliczyć klasyfikację.


Co w planach 2013?
Poczyniłem już pewne przygotowania do sezonu 2013, już biegam, biorę się za rower, za chwilę łyżwy, może raz w tygodniu basen, wszystko to wymiennie, w zależności od pogody i możliwości. To co oficjalnie po za wyjazdami BIKE-TAXI.PL dojdą jeszcze wyjazdy MTB Venture, w których w 99%  będę uczestniczył, maratony te górskie, a ma ich być tylko 8 edycji, więc nadrobimy to czeską etapówką MTB Trilogy i oczywiście niezmiennie MTB Trophy. Czy coś więcej, to już raczej bez planów, a przy okazji.

ES


Komentarze